Nie za bardzo lubię wracać do czasów, kiedy powstawała nasza praca wśród dzieciaków, bo towarzyszyło temu sporo zamieszania i trudów z czego najwięcej można było znaleźć w moim własnym sercu. Miałam inne plany, podjęłam już inne decyzje, ale pewnego wieczoru pomodliłam się prostą modlitwą: „Panie, jeśli chcesz to możesz zmienic moje plany. Pamiętaj, że masz dostęp do każdej rzeczy w moim życiu i możesz zrobić to co uważasz za słuszne”. Oczywiście nie sadziłam, że Pan Bóg coś będzie chciał zmienic, bo byłam w 100% przekonana, że On bardzo pochwala moje zamierzenia. Jakież było moje zdziwienie, kiedy rzeczywistośc okazała się być inną. W bardzo szybki i dość dramatyczny sposób okoliczności w moim życiu się zmieniły i niektóre decyzje trzeba było odwołać, a plany zmienic. I powstała we mnie myśl, aby założyć świetlicę dla dzieciaków. Hmm, powiem szczerze, że miałam wielka nadzieję, że ta myśl nie jest od Boga i szybko przeminie i już nie wróci (i choc brzmi to niepoprawnie z puntu widzenia mojej teologii, bo przecież Bóg daje i chcenie i wykonanie, to realia jednak wyglądały inaczej). Myśl nie minęła, wręcz przeciwnie została potwierdzona przez słowo prorocze. Wtedy to zaczęłam wyliczać Panu Bogu wszystkie powody dla których nie powinnam tego robic – nie mam pieniędzy, nie lubię pracy papierkowej, nie poradzę sobie z tym wszystkim itd. Dlaczego o tym piszę i to wspominam? Po części dlatego, że widzę niesamowitą Bożą łaskę w zaopatrywaniu nas, przenoszeniu przez głębokie wody i jeszcze głębsze doliny, ale z drugiej strony to, co cztery lata temu wydawało mi się górami nie do przejścia, dziś widzę, że niewiele to wszystko znaczy, a tym co się liczy jest po prostu miłość. Wiem, że miłość to taka wielka przestrzeń, w która Pan Bóg chce mnie wprowadzać każdego dnia, kiedy jestem z tymi dzieciakami i wiem, ze jeśli miłość przestanie być motorem i motywem naszych działań to będziemy dosłownie jak brzmiące cymbały. Nadal czuję się bezsilna wobec problemów, z którymi się stykam. Na przykład dzisiaj dowiedziałam się, że nagle na zawał serca zmarła mama jednej dziewczynki, która jest z nami związana od początku powstania świetlicy. Wczoraj z kolei rozmawiałam z chłopakiem, którego bardzo lubię i wiem, że Pan Bóg ma wiele cudownych rzeczy dla niego, ale on podjął kilka złych decyzji i nie potrafi się z tego wyplątać. W minionym tygodniu słyszałam o dziewczynie, która przychodziła do nas przez pewien czas, ze została umieszczona w ośrodku wychowawczym z powodu kradzieży, wagarów i pijaństwa – ma tylko 12 lat... Wierzę, że lekarstwem na te problemy jest objawianie się Bożej miłości. Proszę módlcie się, żeby to objawienie nas dotknęło.
niedziela, 9 maja 2010
Miłośc wystarczy
Nie za bardzo lubię wracać do czasów, kiedy powstawała nasza praca wśród dzieciaków, bo towarzyszyło temu sporo zamieszania i trudów z czego najwięcej można było znaleźć w moim własnym sercu. Miałam inne plany, podjęłam już inne decyzje, ale pewnego wieczoru pomodliłam się prostą modlitwą: „Panie, jeśli chcesz to możesz zmienic moje plany. Pamiętaj, że masz dostęp do każdej rzeczy w moim życiu i możesz zrobić to co uważasz za słuszne”. Oczywiście nie sadziłam, że Pan Bóg coś będzie chciał zmienic, bo byłam w 100% przekonana, że On bardzo pochwala moje zamierzenia. Jakież było moje zdziwienie, kiedy rzeczywistośc okazała się być inną. W bardzo szybki i dość dramatyczny sposób okoliczności w moim życiu się zmieniły i niektóre decyzje trzeba było odwołać, a plany zmienic. I powstała we mnie myśl, aby założyć świetlicę dla dzieciaków. Hmm, powiem szczerze, że miałam wielka nadzieję, że ta myśl nie jest od Boga i szybko przeminie i już nie wróci (i choc brzmi to niepoprawnie z puntu widzenia mojej teologii, bo przecież Bóg daje i chcenie i wykonanie, to realia jednak wyglądały inaczej). Myśl nie minęła, wręcz przeciwnie została potwierdzona przez słowo prorocze. Wtedy to zaczęłam wyliczać Panu Bogu wszystkie powody dla których nie powinnam tego robic – nie mam pieniędzy, nie lubię pracy papierkowej, nie poradzę sobie z tym wszystkim itd. Dlaczego o tym piszę i to wspominam? Po części dlatego, że widzę niesamowitą Bożą łaskę w zaopatrywaniu nas, przenoszeniu przez głębokie wody i jeszcze głębsze doliny, ale z drugiej strony to, co cztery lata temu wydawało mi się górami nie do przejścia, dziś widzę, że niewiele to wszystko znaczy, a tym co się liczy jest po prostu miłość. Wiem, że miłość to taka wielka przestrzeń, w która Pan Bóg chce mnie wprowadzać każdego dnia, kiedy jestem z tymi dzieciakami i wiem, ze jeśli miłość przestanie być motorem i motywem naszych działań to będziemy dosłownie jak brzmiące cymbały. Nadal czuję się bezsilna wobec problemów, z którymi się stykam. Na przykład dzisiaj dowiedziałam się, że nagle na zawał serca zmarła mama jednej dziewczynki, która jest z nami związana od początku powstania świetlicy. Wczoraj z kolei rozmawiałam z chłopakiem, którego bardzo lubię i wiem, że Pan Bóg ma wiele cudownych rzeczy dla niego, ale on podjął kilka złych decyzji i nie potrafi się z tego wyplątać. W minionym tygodniu słyszałam o dziewczynie, która przychodziła do nas przez pewien czas, ze została umieszczona w ośrodku wychowawczym z powodu kradzieży, wagarów i pijaństwa – ma tylko 12 lat... Wierzę, że lekarstwem na te problemy jest objawianie się Bożej miłości. Proszę módlcie się, żeby to objawienie nas dotknęło.
Fajny gośc
W ostatnim poście pisałam o tym, że oczekujemy gościa Marcina Boczka. Gośc się pojawił nawet z całą swoja rodziną. Na spotkanie przybyło dośc sporo nastolatków i kilkoro rodziców. Historia życia Marcina jest naprawdę niezwykła i jestem mu wdzięczna za to, że ją opowiedział właśnie w takim gronie, bo wielu jego słuchaczy zmaga się z problemami, z którymi on sam się zmagał, ale Bóg w jego życiu okazał się większy niż owe problemy. Dzieci były bardzo poruszone, część z nich płakało i były chętne do rozmowy i modlitwy po spotkaniu. Jedna z mam oddała życie Jezusowi.
Poniżej przedstawiam kilka zdjęc ze spotkania.
piątek, 16 kwietnia 2010
Minione tygodnie
Czas ostatnio szybko biegnie i nie bardzo jest kiedy usiąść i opisać, co się dzieje na naszej świetlicy. Kiedy już to zrobiłam to okazało się, że dziwnym trafem zniknęły wszystkie zdjęcia z mojej karty w aparacie . Kilka godzin mi zajęło, żeby je odzyskać i niestety nic z tego nie wyszło. Także dzisiaj będzie mało zdjęć.
Na początku kwietnia mieliśmy wyjazd do Wisły na przedstawienie “Król Narnii”. Wybraliśmy się trzema samochodami, niestety do Wisły dotarł tylko jeden, a dwa utknęły w korkach. Pozostałym dzieciakom (z tych dwóch samochodów) chcieliśmy zrekompensować stratę i pojechaliśmy z nimi do Laserhousu – to taka elektroniczna forma paintballu. Osobiście wolałabym być na tym przedstawieniu, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo postanowiliśmy zaprosić na jesień zespół aktorski do Mysłowic, aby wystawili „Króla Narnii” dla szerszej widowni :-)
Po spektaklu z aktorami.
Jak widać było całkiem fajnie.
Święta Wielkanocne. W tym roku w kameralnym, dziecięcym gronie. Była to świetna okazja, aby porozmawiać z dziećmi o tym, co jest sednem chrześcijaństwa czyli o znaczeniu śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Zjedliśmy pyszne śniadanko wielkanocne, na którym wszyscy najedli się do syta i oglądaliśmy fragmenty filmu "Jezus". Było całkiem sympatycznie. Zdjęcia niestety przepadły :-(
Któregoś pięknego, wiosennego dnia zorganizowaliśmy wyprawę na Trójkąt Trzech Cesarzy. Jest to takie miejsce o historycznym znaczeniu, gdzie kiedyś przebiegała granica trzech zaborów. Miejsce to znajduje się na granicy Mysłowic, Sosnowca i Jaworzna.
To jedyne zdjęcie, które się zachowało z naszej wyprawy
A to nasz nowy nabytek - w imieniu dzieci sponsorowi serdecznie dziękuję :-)
Ciekawe, kto wygra?
W sobotę planujemy spotkanie dla naszych dzieciaków, ich rodziców i znajomych z Marcinem Boczkiem z Kalisza, który będzie miedzy innymi mówił swoje świadectwo nawrócenia. Jedna dziewczyna z naszego kościoła miała słowo prorocze, że Bóg chce użyć tego spotkania, aby rozpocząć nową pracę w sercach dzieci. No i dlatego jeśli Pan Bóg położy Wam nas na sercu proszę módlcie się o ten czas. Jestem w pełni świadoma tego, że żadne nasze działanie, zabiegi i akcje nie są w stanie zmienić ludzkiego serca, może to zrobić tylko Pan Bóg, dlatego bardzo potrzebujemy Waszej modlitwy.
czwartek, 11 marca 2010
Fabryka Czyściochów
Nasza „Fabryka Uśmiechów” częściowo zamieniła się w Fabrykę Czyściochów, a to za sprawą naszej pięknej, nowej łazienki z kabiną prysznicową.
Gdzieś około roku temu pojawiło się we mnie marzenie, aby na świetlicy dzieciaki mogły się wykąpać, żeby nasze piękne nastoletnie dziewczyny mogły dbać o swoją urodę, robiąc sobie fryzury, makijaże (OCZYWIŚCIE TAKIE W GRANICACH ROZSĄDKU:-). Chciałam, żeby powstało coś w stylu mini „salonu kosmetycznego”. No i całkiem niedawno marzenie „stało się ciałem”!!!
Zaraz , zaraz może wrócę do początku. Otóż odwiedzając nasze dzieciaki w domach, zauważyłam, że u większości z nich brakuje łazienek, ciepłej wody, a przeciętny standard to kran z zimna wodą.
Kochani wyobraźcie to sobie – rodzina sześcioosobowa w tym jedno niemowlę, jedno dziecko niepełnosprawne, a pozostałe w wieku wczesnoszkolnym i jedynym źródłem bieżącej wody jest właśnie ten mały kran z zimną wodą. Nic dziwnego, że dzieciaki wtedy często chodzą brudne, niedomyte i zaniedbane. Co to powoduje? No niby nic, brudne jak brudne, ale niestety taki mały szczegół przerzuca się na rozwój emocjonalny i społeczny dziecka – już tłumaczę o co chodzi :-)
Autentyczna rozmowa z małym Pawłem (imię zostało zmienione), który chodzi do zerówki, często jego ubrania są brudne, a on niedomyty:
- Co tam słychać w przedszkolu?
- No fajnie..., ale też głupio :-(
- A dlaczego głupio?
- Bo inne dzieci nie chcą się ze mną bawić?
- A dlaczego się nie chcą z Tobą bawić?
- Bo mówią, że śmierdzę...
Przepraszam za ten naturalizm, ale tak właśnie wyglądała nasza rozmowa. Dziecko w takiej sytuacji niewiele może zrobić i czuje się odrzucone, samotne i gorsze, a tego typu zdarzenia pozostają długo w pamięci...
Dlatego razem z dzieciakami i naszym kościołem zaczęliśmy się modlić o pieniądze na łazienkę. Modlitwy dzieci wyglądały mniej więcej tak: „Panie Boże ześlij z nieba pieniądze na łazienkę” :-) wiem, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych i może zesłać z nieba, co tylko zechce, ale moje doświadczenie mówi mi, że zazwyczaj robi to przez ludzi, i tak też było tym razem i dziękuję Wam wszystkim, którzy przyczyniliście się do powstania naszego „SPA”.
To tyle na dzisiaj i tradycyjnie zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć:
Nasza łazienka w trakcie remontu
Roboty było co nie miara,
ale warto było, bo to nasza łazienka po remoncie
Nasz prysznic z gorącą wodą
Pierwsze kąpiele i zabiegi kosmetyczno - fryzjerskie
Piękna jestem...
... a teraz jeszcze piękniejsza
A to nasze urodziwe nastolatki i Dawid w nowej stylowej fryzurze.
sobota, 27 lutego 2010
Ferie - częśc II
Tak, tak była druga część ferii i nawet udało nam się wyjechać w kilka miejsc. To naprawdę niezwykłe uczucie, kiedy jakimś wydarzeniem można wywołać uśmiech na twarzy dziecka, a w ostatnim czasie było sporo tych uśmiechów. W głowie mam ciągle obraz małego Dawida, który po raz pierwszy był na lodowisku i na początku bardzo obawiał się swoich pierwszych kroków na lodzie, ale po jakiś 15 minutach podekscytowany przybiegł do mnie krzycząc „Pani Asiu, proszę popatrzeć, ja już umiem jeździć, a te upadki to wcale mocno nie bolą” :-)
Wiele naszych dzieciaków rzadko ma okazję wyjechać poza Mysłowice lub wyjść gdzieś razem z rodzicami. Często wyjeżdżając razem z nami są to ich pierwsze podróże w życiu. Ktoś może powiedzieć, że przesadzam, przecież dzieciaki chodzą do szkoły, a tam organizowane są różne wyjazdy. Tak są, ale nasze dzieci rzadko biorą w nich udział ze względu na brak pieniędzy. Jestem ogromnie wdzięczna Panu Bogu za to, że porusza serca ludzi, którzy z radością dają swoje pieniądze na tę działalność, wiem, że dla wielu z nich jest to często krok wiary, który robią, bo nasi sponsorzy to zwyczajni ludzie tacy jak Ty i ja. BARDZO WAM DZIĘKUJĘ i modlę się o to, aby Pan Bóg wynagrodził Waszą hojność.
Wracając do ferii, to już wiecie, że byliśmy na lodowisku, udało nam się też wyskoczyć na basen, gdzie ze względu na to, ze sama bardzo lubię pływać próbowałam być „instruktorem” nauki pływania, ale nie bardzo mi to wyszło, bo młodsze dzieciaki tak bardzo uchwyciły się mojej reki, że pomyślałam, że sama żywo z tego nie wyjdę, a te starsze nie wymagały nauki, bo całkiem nieźle sobie radzą w wodzie.
W ostatnim dniu ferii razem z nastolatkami postanowiliśmy coś ugotować. Razem opracowaliśmy listę zakupów, poszliśmy do sklepu, ugotowaliśmy spaghetti, nakryliśmy do stołu i zrobiła się całkiem domowa atmosfera... Tę część programu musimy powtórzyć jeszcze kiedyś :-)
Tradycyjnie przedstawiam kilka zdjęć.
Z naszej w wizyty w Sosnowcu
Wyprawa na lodowisko
Dawid po raz pierwszy na lodzie
:-)
Jak ryby w wodzie...
Wspólne gotowanie
Stól już gotowy
Smacznego :-)
Widać przy jedzeniu można się świetnie bawić
piątek, 19 lutego 2010
Ferie - częśc I
Jednym ze stałych punktów programu świetlicy jest organizowanie ferii zimowych dla naszych dzieciaków. Aktualnie jesteśmy na półmetku, no i niestety w pierwszym tygodniu naszych ferii plany nie do końca zostały zrealizowane ze względu na nagłą awarię wody i z tej przyczyny nasza świetlica na kilka dni została unieruchomiona.
Ci, którzy mieszkają na Śląsku lub Zagłębiu doskonale wiedzą, że współpraca pomiędzy tymi dwoma regionami nie do końca się układa i trwa to już co najmniej od kilku pokoleń. Piszę o tym dlatego, że w tym roku nam się udało przerwac ten stereotyp i zorganizowaliśmy kilka dni ferii razem z klubem dla dzieci z Sosnowca, a więc jesteśmy dowodem na to, że Śląsk i Zagłębie mogą się zaprzyjaźnic, a nawet razem stworzyc coś fajnego. Mam nadzieję, że to dopiero początek naszej wspólnej zabawy...
Zachęcam do obejrzenia kilku zdjęc
No to zaczynamy...
Zwarci i gotowi
Dobrze jest sobie trochę poskakac
A później zjeśc trochej bitej śmietany
Popic mocno gazowaną colą
A na deser bliżej nieokreślona mikstura
Odpoczywamy, słuchając historii biblijnej
Na koniec relaks w kawiarence
Zachęcam do obejrzenia filmu z Ferii 2009 z "Fabryki Uśmiechów"
Subskrybuj:
Posty (Atom)
